47. Figurkowy Karnawał Blogowy - Mądrość starożytnych!



Dzień dobry!

Figurkowy Karnawał Blogowy to inicjatywa rozpoczęta przez Inkuba z bloga Wojna w Miniaturze. Gospodarzem obecnej edycji jest Bahior z bloga The Dark Oak.

Tematem obecnej edycji jest hasło Mądrość starożytnych.

Jejku, jejku no mówię Wam ile to pomysłów na ten temat miałam.
Chciałam wrzucić temple guardów, których zmywam już od miesiąca. Biedactwa zostały zakupione, by im okazać nieco miłości, gdyż ich poprzedni właściciel postanowił doprowadzić je do skrajnego zachlapania farbą. Na dodatek malował to chyba jakimiś akrylami z marketu budowlanego bo po trzech kąpielach w zmywaczu dalej wyglądają jak glutki z farbą. Dramat. Co to miało mieć wspólnego ze starożytnością? Kto zna chociaż trochę świat Warhammera wie, że lizardmeni to najmądrzejsza (oczywiście zaraz po skavenach) rasa starego świata. Więc pasowałoby jak ulał.

Jednakże po drodze (stąd też ten szantowy początek) odkurzyłam coś, do czego będę wracać po 10 latach - szkutnictwo. Dokładniej - modelarstwo okrętowe. Mąż to żeglarz, a ja mam wciąż nastoletnią miłość do jedynego-słusznego-wspaniałego-okrętu jakim jest HMS Victory.


Źródło. Prawda jaki jest piękny?!

Statek - ogromny (prawie 70 metrów długości, 16 szerokości w najszerszym miejscu). Piękny, 104 działa, fantastyczna historia, kilka przebudowań oraz masa bitew z jego udziałem. No i na jego pokładzie zmarł najlepszy admirał Anglii - Horatio Nelson.

Ciekawostka - aby bezpiecznie przewieźć jego ciało do Anglii po bitwie pod Trafalgarem, żołnierze umieścili go w beczce z rumem. Marynarze, którzy nie mieli tego świadomości, podczas uczty tryumfalnej popijali rum z tej beczki. Od tamtego czasu można spotkać wśród marynarzy z określeniem rumu jako "krwi Nelsona".

Dobra, bo mogę tak godzinami gadać i ochać oraz achać nad tym statkiem. Jest wielki, jest piękny, koniec i basta!
Warsztat mam, doświadczenie zdobyłam, zdobywam i zdobywać będę. Przyszedł czas na najważniejszą rzecz - plany okrętu! Bo bez tego poza stocznie nie zajedziemy (zapłyniemy?)!

Co to ma wspólnego z tematem Karnawału Blogowego? Ano to, że tylko pierwszy z brzegu szczur lądowy porwałby się na taki okręt bez odpowiedniej wiedzy, doświadczenia i warsztatu.


Front okładki planów modelarskich wydanych w Polsce w latach 60. Polowałam na nie od 2008 roku.


A to z kolei dla męża - aby nie czuł się skrzywdzony, że tylko ja sobie coś kupiłam ;-)


Tutaj jeszcze dwa rzuty na co ciekawsze ujęcia z planów.


Armaty! Na takim statku nie może zabraknąć armat!




Zamierzam na blogu publikować relację z jego budowy oraz na forum koga.net.pl. W tym celu utworzę tutaj osobny dział, coby nadać całości przejrzystości. Początkowo miałam zamysł, że blog będzie typowo figurkowy, ale ostatnio przyplątały się też tutaj RPGi a teraz jeszcze szkutnictwo więc w sierpniu zaktualizuję nieco wygląd tak, aby było przejrzyściej.

Za Skavenblight!
Viluir

Komentarze

  1. Z zapartym tchem będę śledził postępy. Modelarstwo okrętowe to coś co zawszę chętnie podziwiam - i pewnie nigdy sam tego nie tknę.

    Jeden szczur lądowy już jest fanem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego miałbyś nie tknąć? Zawsze można nie robić ich zgodnie z historyczną sztuką tylko tworzyć coś pod użytek własny i mam tu na myśli wszelkie dioramy z barkami, które można dostawić jako element stołu do grania w Warheima (między innymi dlatego wracam do szkutnictwa - chcę zrobić stół w klimatach "doki Warheim").

      Postępy w modelarstwie okrętowym to jedna z tych rzeczy jak czekanie na dobre wino. Im dłużej się przy statku dłubie tym mocniej on dojrzewa ;-)

      Usuń
  2. O! Ambitny plan, kibicuję i czekam niecierpliwie na efekty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię ambitne projekty :-) chociaż cierpliwość w przypadku tego statku się przyda. To nie będzie paczka skavenów do pomalowania w tydzień. W końcu na same plany polowałam 10 lat :-D

      Usuń

Prześlij komentarz