Pomalowane i grane w 2017 - odkrycie Kings of War.

Dzisiaj trochę prywatnego podsumowania i wszystkiego, co można określić mianem "z życia figurkowca". Jeśli drogi Czytelniku nie zamierzasz czytać blekotu o życiu a chcesz jedynie oglądać figurki - przewiń na sam dół posta.

Po ochłonięciu z zawieruchy ubiegłego roku, związanej z wieloma prywatnymi sprawami, czas na niewielkie podsumowanie tego, co się w figurkowej strefie wydarzyło.

Chcę zaznaczyć w tym miejscu, że samą przygodę związaną z figurkami zaczęłam 24.12.2016 (przynajmniej jest to "oficjalna data") kiedy to, zgodnie z pewną obietnicą, wręczyłam mężowi nowiutki box Night Runnerów ze słowami "obyś znowu wrócił do skavenów".

Od tamtej chwili szczurza rodzinka w ciągu roku powiększyła się o prawie tysiąc szczurzych figurek. Na początku było to składanie jednej skaveńskiej armii do 8 edycji WH FB. Potem trafiła się możliwość by kupić drugą skaveńską armię - tanio i hurtowo. Następnie pojawiały się dziesiątki okazji w stylu "metalowy Headtaker", "Craventail w bliserze!". I tak to rosło i rosło a człowiek żył własnym życiem. Studia, sesja, przygotowania do ślubu, ślub sam w sobie, obrona dyplomu. Nawet wzajemne motywacje na facebookowej grupie Wyzwanie na Malowanie nie były w stanie nakłonić do siadywania z pędzlem w dłoni by sukcesywnie pomniejszać szarą hordę. Ot raz na jakiś czas usiadło się z mężem i pomalowało trochę ale nie było to systematyczne i sukcesywne. Szara masa rosła.

W pierwszej połowie 2017 udało nam się zagrać kilka bitewek (całe 5 jeśli dobrze pamiętam) w 8 edycję. Dziewiątka jakoś nie potrafiła nas wciągnąć - pozostaliśmy przy battlu. Jednak tutaj też nie było rewelacyjnie, bitwa raz na miesiąc, namawianie tygodniami na następną (z obu stron).

W wakacje natrafiłam na zasady do Kings of War od Mantic Games i jak to pocztą pantoflową na twarzoksiążce bywa - dostałam informacje o turnieju w tę grę w dawnej stolicy Polski - Krakowie. Cóż akurat był to okres burzliwych przygotowań ślubnych więc wiele z tego nie wyszło ale powstała iskierka. Iskierka dająca nadzieję, że te sterty, praktycznie nieużywanego, plastiku przerodzą się w ładne, kolorowe armie, które będą podróżować z nami na turnieje.

Zagraliśmy pierwszą bitwę na 750 punktów. Aby poznać zasady i przekonać się, czy w ogóle fajna jest ta gra. Okazało się, że jest R-E-W-E-L-A-C-Y-J-N-A! Proste, szybkie zasady, duża dynamika rozgrywki, na szalę zwycięstwa mają przełożenie przede wszystkim manewrowanie i taktyka.

Zasady - właśnie! Mieszczą się na lekko ponad dwudziestu stronach ładnie wydanego podręcznika. To nie jest dużo, niektóre planszówki mają znacznie grubsze instrukcje. Jednakże, niewielka ilość zasad wcale nie czyni tej gry prostą czy wręcz prostacką. Wprost przeciwnie - aby wygrać trzeba się sporo nagłowić.

Na ogromny plus jest też ogrom armii do wyboru bo mamy ich aż 21 (20 z nich opisanych jest w 2 podręcznikach - głównym i suplemencie). Od nieumarłych, przez elfy i szczury aż do potężnych sił natury i upiorów, niczym z koszmarów dzieci w Sleepy Hollow.

Dalej nie zmieniało to sytuacji. Nadchodził kolejny turniej Kingsów, ilość pomalowanych figurek mogliśmy policzyć na wszystkich palcach jakie mieliśmy, ale dla niepomalowanych nie starczyło by i rąk z połowy osiedla. Trzeba było przysiąść do pędzla. Nie ma zmiłuj, samo się nie zrobi!

W ten oto sposób rozpoczął się najintensywniejszy okres chlapania farbą na figurki i ta tendencja, z małymi odchyleniami, utrzymuje się na dobrym poziomie. Nadeszła też nowa era - w domowej modelarni zagościł aerograf (H&S Ultra) z kompresorem (chińska wersja AS-186) i zestawem farbek (16 najczęściej używanych przez nas kolorów) z palety Vallejo Game Air.

Zdjęciowe podsumowanie tego ostatniego okresu malowania, możesz obejrzeć, drogi Czytelniku, w tej niewielkiej galerii zamieszczonej poniżej. Są to oddziały przygotowane specjalnie do armii Ratkinów do Kings of War. Oczywiście, nie są to wszystkie pomalowane figurki jakimi gramy na obecną chwilę. Wybór padł na zdjęcia tylko tych, które mają reprezentatywny wygląd i integralne podstawki.

W tym miejscu muszę też wspomnieć o jednej, bardzo istotnej rzeczy. Większość z figurek w tej galerii to dzieła męża. Bardzo często było to wspólne malowanie na zasadzie "to daj położę Ci podstawowe kolory a Ty maluj szczegóły". Jednak wszelkie wykończenia i dłubaniny to jego dzieło. Tak samo jak podstawki - jego pomysł i wykonanie. W tej części galerii, oddziałem od A do Z malowanym moją ręką są stormvermini i gigant raty. Wszystkie zdjęcia są wrzucone za jego zgodą. Dziękuję Kochanie.
















Horda Brutes do Kings of War.






Część pierwszej 40 stormverminów. Wciąż pozostają jako "work in progress".











Na koniec nieco statystyk. Niech będzie to forma automobilizacji do dalszego malowania :-)

SUMA POSIADANE POMALOWANE
Clanrats 408 75
Plague Monks 91 44
Night Runners 59 1
Gutter Runners 18 0
Stormfiend 6 0
Rat Ogre 18 6
Stormvermin 132 75

Nie wliczam w te statystyki takich jednostek jak bohaterowie, lordowie, machiny wojenne czy maleństwa pokroju Gigant Ratów i Weapon Teamów. Na nie też przyjdzie pora.


Za Skavenblight!
Viluir

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Dzięki! Trzeba walczyć z szarym plastikiem!
      No i pomalowana armia walczy lepiej ;-)

      Usuń

Publikowanie komentarza