59. Figurkowy Karnawał Blogowy - Warsztat.


Dzień dobry!

Dzisiaj do zaprezentowania mam swój skromny warsztat.

Inicjatywę rozpoczął Inkub z bloga Wojna w Miniaturze. Obecną edycją opiekuje się Kamil z bloga Zielony Skaven a tematem jest warsztat.

Co tu dużo mówić. Każdy chyba zaczynał od trzech pędzli i farbek na krzyż. Nie inaczej było ze mną. Zrzuciliśmy się z mężem na Mega Paint Set od Army Paintera i w tymże pudle trzymaliśmy wszystkie nasze przybory malarskie. Malowaliśmy (tzn. na początku głównie on) przy stole, przy górnym oświetleniu z dwóch 40 W żarówek. Brrr... Koszmar ;-)

Po drodze przeszliśmy przeprowadzkę, gdzie z mieszkania w jednym pokoju zagospodarowaliśmy całkiem solidne piętro mojego rodzinnego domu. Łącznie z wygospodarowaniem miejsca na jego warsztat oraz "gralnię", w której początkowo wspólnie malowaliśmy. Był to też moment, w którym pomalowałam swój pierwszy oddział. Możecie mi wierzyć lub nie, ale po pomalowaniu pierwszej figurki odstawiłam to na prawie rok ("bo nie umiem w takie rzeczy"). Jednakże wraz z rosnącą ilością skavenów, zbliżającym się turniejem w Łodzi w Kings of War, taśma malarska musiała ruszyć.





Był to październik. dwa miesiące później zapoznawaliśmy się z naszym pierwszym aerografem. W warunkach jak widać, na jednym zdjęciu.




Przerwy w malowaniu były na tyle istotne, że stół będący warsztatem był też stołem do grania. Dosyć kiepski układ, jak rozkłada się malowanie na kilka tygodni, a co weekend przychodzą znajomi, by zagrać w KoW czy inne "pacynki".

W końcu w pokoju "męskiej nerdozy i bałaganu" mojego męża wygospodarowałam babski kącik malarski. Był to okres wyjścia nowej edycji AoSa (w którego oczywiście spróbowaliśmy wejść). Ten, kto pamięta, były to czasy upalnego lata. Bez mokrej palety farba zasychała mi na pędzlu szybciej, niż dotknął on figurki.




Aby oddalić się od zabójczego okna (upał!) przestawiłam stół w drugi kat tego samego pokoju. No i pojawił się pewien "upgrade" warsztatu - pseudo mokra paleta widoczna po prawej stronie. 




A to ostatni etap ewolucji warsztatu. Mąż zaczął częściej urzędować przy robieniu makiet, absorbując tym samym coraz więcej miejsca. Trzeba było się ewakuować. Całość majdanu przestawiłam do innego pokoju (w którym spędzamy większość czasu, z racji tego, że postawione są też tu nasze pecety). Chociaż na zdjęciu brak mokrej palety to jednak ta zagościła pół roku temu na stałe w tym warsztacie. Jedną z zalet tej miejscówki jest to, że mogę grać kampanię w Total War Warhammer i malować jednocześnie :-D




Nie ma rzeczy, która nie mogłaby być lepsza. Ten mój skromny kącik jest niezły i wystarcza na moje potrzeby. Gdybym jednak miała coś w nim ulepszyć to oświetlenie. Choruję całą sobą na zakup VTLamp6. Ta lampa to prawdziwy demon oświetleniowy.

Drugą rzeczą, jaka jest w kolejce do ulepszenia to postawienie obok warsztatu małej szafki/regału na obecne projekty malarskie. Niestety teraz wygląda to kiepsko - po prostu pudła stoją jedno na drugim i ewentualnie przechodzą etap wyjęcia figurek i postawienia ich na stole. Wolno to idzie ale wciąż do przodu.

To tyle na dzisiaj. Do następnego!

Za Skavenblight!
Viluir

Komentarze

  1. VTLamp6 lub coś podobnego, to dobry pomysł. Komfort pracy przy dobrym oświetleniu przekłada się na jakość pomalowanych modeli. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się i bardzo na nią choruję tylko ciągle jest spychana w budżecie na dalsze tory. Ale do końca tego roku planuję ją kupić (może na święta?).

      Usuń
  2. Zazdroszczę fajnego warsztatu. Super zdjęcia. Miejsce pracy robi wrażenie. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz