57. Figurkowy Karnawał Blogowy - Veni, Vidi, Vici!

Dzień dobry!

Oto jak sto pierwsza dywizja ląduje na blogu!

Bolt Action. Jak zaczynałam przygodę z hobby, chciałam się ograniczyć tylko do gier bitewnych fantasy. Zbierałam skaveny, w planach były pozostałe armie. Łatwiej byłoby tym zarządzać. Odpychałam się od historyków rękami i nogami przez krążące plotki jakoby nie wpuszczą człowieka na turniej, jak ma zły odcień farbki na mundurze. Nic bardziej mylnego i krzywdzącego!

Pewnego czerwcowego dnia roku 2018 na lokalnej grupie nerdozy padło hasło "czy ktoś tu gra w Bolt Action albo inne gry bitewne?". Szybko nawiązałam kontakt z nowymi znajomymi (chociaż raczej z zamiarem zaprezentowania systemu, który wtedy królował na moim stole, czyli Kings of War). Od słowa do słowa, modele zaczęły mi się coraz mocniej podobać, podobnie zasady. Trzy dni później jechała do mnie paczka z pierwszymi spadochroniarzami. Potem kolejna i następna.

Porzucając projekt "Soul Wars" i krzywo patrzących na wszystko Stormcastów (i jeszcze krzywiej patrzące skaveny) rozpoczęłam malowanie 101 dywizji. Poprzedni właściciel skleił modele i nałożył piasek na podstawkę (przyklejając go na kropelkę). Postanowiłam ich nie rozklejać, bo chciałam je mieć jak najszybciej "ready to battle". Wybrałam sobie na wzór mundury M1942 (odcienie piasku, brązu, ciepła wojskowa brązowa żółć). Znalazłam poradniki na sieci jak to malować i ruszyłam do roboty.


2 tygodnie pracy i efekt jak na zdjęciu. Ach te urlopy.


Jeszcze nie dokończeni a już poszli w bój!

No i tu pojawił się pierwszy problem. Malując zgodnie z instrukcją modele nie wyglądają jak wzór jaki chciałam osiągnąć. W ogóle nie wyglądają. Zaczęły się próby przemalowania. Rety, jeszcze gorzej. Może mocniejsze rozjaśnienia coś poradzą? Gdzie tam!




Zrozpaczona tym, jak bardzo nie wyszli, porzuciłam ich w pudle zapomnienia. Do malowania pozostały jeszcze modele metalowe, które grzecznie czekały na skrobanie i podkład. Ostatnio dużo czasu spędzam w jednej z darmowych gier na steamie - Heroes and Generals. Nie przejmując się zbytnio wynikiem jako ulubione zajęcie traktuję denerwowanie wrogich czołgistów - zarzucam ich granatami i w nogi. Aczkolwiek gra odbiła się też na tym, co ostatnio wylądowało na warsztacie. Z nową miłością spojrzałam na te krzywiutkie mordy z Warlord Games.

Jako gospodarz majowej edycji Festiwalu miałam już dużo wcześniej pół miliona pomysłów co zrobić z tej okazji. Pierwotnym pomysłem było dokończenie stołu do Mortal Gods. Jednakże uświadomiłam sobie, że nie pracując nigdy wcześniej z żywicą, nie mam szans na zrobienie za pierwszym podejściem rzeki i wodospadów w sposób taki, by mnie sto satysfakcjonowało. Potrzebny był trening na czymś mniejszym. Pomysł upadł.

Kolejnym byli ScE jednakże ich zbroje to historia podobna do mundurów spadochroniarzy, którzy pojawili się jako ratunek ostatniej chwili.


14 godzin temu...

Cóż, chociaż sam maj był dla mnie niezwykle bojowy pod każdym względem (i w życiu prywatnym i hobbistycznym) to jednakże jego ostatnie dwa dni nie odrywałam się od pędzla jak przed dobrym turniejem. Jak wyszło? Oceńcie sami!












Za Skavenblight!
Viluir

Komentarze